sobota, 4 lipca 2015

Rozdział XXII

Dawid
Postanowiłem na razie nie informować fanów odnośnie mojej nowej dziewczyny. Myślę, że tak będzie lepiej. Sądzę, że Kamila zrozumie to, że nie chce tego zrobić. Zresztą gdyby moje fanki się o tym dowiedziały, to nie dałyby jej w ogóle spokoju. Już teraz do niej czasami piszą, po tej informacji, byłoby jeszcze gorzej. Tak, to jest najlepsze wyjście.



Kamila
Jeju, nie wierzę. Jestem dziewczyną Dawida, Dawida Kwiatkowskiego, z którym chciałaby być prawie każda nastolatka. To chyba jakiś sen. Nadal nie mogę w to uwierzyć. To, że mogłam się z nim przyjaźnić, to już było coś. A teraz jestem jego dziewczyną. To musi być sen. Tyle dziewczyn chciałoby być na moim miejscu, a on wybrał właśnie mnie. Kamila, ogarnij się. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu. Dostałam smsa od Dawida:
"Co powiesz na to, żebyśmy jutro poszli do kina. Jak chcesz, to możesz Ty wybrać film." 
Odpisałam:
"Czemu nie? Słyszałam, że wyszła ostatnio bardzo fajna komedia romantyczna, co Ty na to?" 
Po chwili dostałam odpowiedź:
"Nie, wszystko tylko nie komedia romantyczna, proszę :*" 
W sumie i tak mi jest wszystko jedno, na co pójdziemy więc szybko napisałam:
"To może lepiej Ty wybierzesz film. Ja się dostosuję :)"
"Ok, wpadnę po Ciebie około osiemnastej :)"


***


Kamila
- Kamila masz gości, wstawaj. - obudził mnie głos mojej mamy.
Ciekawe, kto tak rano do mnie przyszedł. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Po chwili otworzyły się drzwi, i do mojego pokoju weszły dziewczyny - Dominika i Karla.
- Gratulacje! - wykrzyknęły obie
- O co wam chodzi?
- No jak to o co. O to, że udało Ci się usidlić Dawida. - wytłumaczyła mi Karla
- Usidlić? Tak bym tego nie nazwała, ale niech Wam będzie. Tylko nie powtarzajcie tego Dawidowi, bo może źle to zrozumieć.
- Dobra, będzie jak chcesz.
- Co powiesz na zakupy? - zaproponowała Dominika
- O której?
- Powiedzmy, że tak za godzinę. Żebyś zdążyła coś zjeść, ubrać się, umalować i co tam jeszcze sobie wymyślisz.
- No dobra. Spotkamy się w centrum, czy chcecie na mnie poczekać?
- Poczekamy. - odpowiedziały zgodnie
- W takim razie, ja idę do łazienki, a wy zrobicie mi śniadanie.
Popatrzyły na mnie dziwnym wzrokiem.
- Tylko sobie żartowałam z tym śniadaniem, no chyba że bardzo chcecie mi je zrobić?
- Nie, może innym razem.
- No dobra, nie to nie.
Poszłam do łazienki, żeby się umyć i ubrać. Te zakupy to naprawdę świetny pomysł. Może kupie sobie jakąś fajną sukienkę na dzisiejsze wyjście z Dawidem. Byłoby super, bo nie mam za bardzo się w co ubrać. Mam nadzieję, że znajdę coś odpowiedniego.
Gdy weszłam do mojego pokoju, dziewczyny nagle zamilkły. To był trochę dziwne.
- Co tam? -  spytałam, żeby rozluźnić atmosferę panującą obecnie w pokoju
- A tak się zastanawiamy jaką ksywkę nadać Tobie i Dawidowi.
- Ksywkę? Jaką znowu ksywkę? - zdziwiłam się
- No wiesz, przeważnie parom nadaje się jakieś przezwisko łączące ich imiona. Wymyśliłyśmy wam dwa: Kawid i Damila. Które Ci się bardziej podoba?
- Szczerze? Żadne. Jak dla mnie to głupi pomysł z tymi przezwiskami.
- Oj, już się tak nie obrażaj. My tylko sobie tak żartujemy.
- Dobra, chodźmy już na te zakupy. - powiedziałam
- A śniadanie?
- Zjem coś na mieście. Idziemy. - zarządziłam





Teraz wiem, jak bardzo brakowało mi pisania tutaj. Ostatni rozdział napisałam w lutym, a teraz już jest lipiec. Trochę czasu minęło, ale mam nadzieję, że są jeszcze jakieś osoby, które chcą czytać mojego bloga. Proszę, aby każdy, kto przeczyta ten rozdział, napisał jakiś komentarz, bo chce wiedzieć, czy w ogóle mam dla kogo pisać to opowiadanie. Może to być nawet komentarz w stylu: przeczytałam/em. Z góry dziękuję.
Zakręcona :)

Co z blogiem?

Naprawdę długo myślałam nad tym co zrobić z blogiem. Dawno mnie tu nie było. Zastanawiałam się czy go usunąć, czy może założyć innego, a może spróbować pisać tego dalej (bo lubię to robić, tylko ostatnio nie miałam w ogóle na to czasu). W końcu podjęłam decyzję: REAKTYWACJA TEGO BLOGA. Jeszcze dzisiaj powinien pojawić się kolejny rozdział. A co do następnych rozdziałów, to postaram się (nie obiecuję) dodawać co najmniej jeden na tydzień.